| Nazwa marki | ORSKA |
| Kategoria | biżuteria artystyczna, rzemiosło jubilerskie, design |
| Główny materiał | mosiądz, srebro i materiały nieoczywiste |
ORSKA nie projektuje biżuterii, która ma po prostu domknąć stylizację. W pracach Anny Orskiej punktem wyjścia potrafi być mechanizm zegarka, fragment liny, kryształ, drewno, odzyskane tworzywo, a nawet meteoryt. To właśnie ten sposób myślenia przyciąga mnie w tej marce najmocniej. Sama od dodatków oczekuję charakteru, czasem odrobiny przesady i formy, która nie znika na tle ubrania.
Biżuteria, która nie chce być tłem
Lubię klasykę, ale niekoniecznie lubię, kiedy wszystko w stylizacji jest grzeczne. Dobrze skrojona marynarka czy prosta sukienka mogą być dla mnie bazą, jednak najczęściej potrzebuję jeszcze jednego elementu, który ten porządek lekko zaburzy. Dużych kolczyków, mocnej torebki, asymetrii, niesfornej falbany albo dużego kołnierza.
Właśnie dlatego projekty ORSKA tak szybko zwróciły moją uwagę. Jest w nich coś, co kojarzy mi się z Elsą Schiaparelli, jedną z projektantek, do których estetyki wracam od lat.
Nie chodzi o bezpośrednie podobieństwo ani cytowanie jej projektów. Bardziej o sposób traktowania dodatku. Biżuteria nie musi być dyskretną ozdobą. Może mieć własny głos.
U Schiaparelli bywała surrealistyczna, przewrotna, niemal teatralna. U Anny Orskiej może przyjmować postać rzeźbiarskiej formy, surowego metalu, nieregularnego kamienia albo materiału, który wcześniej pełnił zupełnie inną funkcję.
To właśnie ta nieoczywistość sprawia, że chcę patrzeć dłużej.




Anna Orska i materiał, który dostaje drugie znaczenie
Anna Orska założyła własną markę w 2009 roku. Wcześniej studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu i pracowała w W.Kruk, gdzie z czasem została dyrektorką artystyczną. Tworząc ORSKA, poszła jednak w stronę znacznie szerszego rozumienia materiału jubilerskiego.
W jej kolekcjach pojawiały się nie tylko srebro, mosiądz, bursztyn, perły czy kamienie. Biżuterią stawały się również mechanizmy zegarków, części samochodowe, liny żeglarskie, ceramika, kryształ, tworzywa postindustrialne, fragmenty sieci rybackich, stare drewno czy meteoryty.
I chyba właśnie tutaj zaczyna się język ORSKA.
Nie od pytania: jak ozdobić ten materiał?
Raczej od ciekawości: co jeszcze można w nim zobaczyć?

Jednym z wcześniejszych przykładów takiego podejścia były Machiny, w których do świata biżuterii trafiły elementy techniczne i mechaniczne. Później pojawił się New Stone, materiał powstały z tworzyw postindustrialnych, który zaczął funkcjonować jak nowy rodzaj kamienia. W kolekcji Baltica bursztyn zestawiono z materiałem wykonanym z odzyskanych z Bałtyku sieci i linek.
Upcycling nie wygląda tu więc jak trend dołączony do marki po latach. Jest jednym ze sposobów projektowania obecnym w jej historii od dawna.
Ale jeszcze bardziej niż samo „odzyskiwanie” interesuje mnie transformacja.
Przedmiot przestaje być tym, czym był wcześniej. Fragment mechanizmu przestaje należeć do maszyny. Tworzywo przestaje przypominać odpad. Materiał dostaje inną funkcję i inne znaczenie.
I właśnie wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Rzemiosło, które nie zamyka się w jednym warsztacie
Rdzeń produkcji ORSKA znajduje się w poznańskiej pracowni. Przy biżuterii pracują jubilerzy i rzemieślnicy, wykorzystując zarówno klasyczne techniki, takie jak kucie, wyginanie, topienie, odlewanie czy polerowanie, jak i współczesne technologie, w tym druk 3D. Ciekawe jest jednak to, że marka nie próbuje zamknąć całego procesu w jednym miejscu.
Kiedy projekt wymaga innej wiedzy, Anna Orska wychodzi poza własną pracownię. Tak było chociażby przy współpracy z Hutą Julia, gdzie elementy kryształowe wykonywali hutnicy i zdobniczki w Piechowicach, a później trafiały one do jubilerów ORSKA, którzy osadzali je w metalowych oprawach.
Podobnie działa wiele kolekcji powstających podczas podróży projektantki. Wyjazd nie kończy się tu na inspiracji kolorem, wzorem czy krajobrazem. Staje się okazją do poznania konkretnej techniki, pracy lokalnego warsztatu i możliwości materiału.
To ważne, bo słowo „rzemiosło” bardzo łatwo zamienić w dekoracyjny slogan. Tutaj znacznie częściej oznacza ono spotkanie kilku kompetencji.
Autorskość nie musi przecież znaczyć: zrobiłam wszystko sama. Może znaczyć: wiem, jaką historię chcę opowiedzieć, szukam odpowiedniego materiału, techniki i ludzi, którzy potrafią nadać jej właściwą formę.
I właśnie przy jednej z takich historii ORSKA stała mi się naprawdę bliska.
Kembali. Biżuteria, która otworzyła szufladę wspomnień
Cała ta opowieść o materiale, rzemiośle i podróży nabrała dla mnie zupełnie innego znaczenia, kiedy zobaczyłam jeden z projektów ORSKA na żywo.
Było to podczas wystawy „Nowa moda polska. Kronika głębokich uczuć” w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Wśród prezentowanych obiektów zatrzymała mnie rzeźbiona w drewnie broszka z kolekcji Kembali, z motywem węża.
Patrzyłam na nią i miałam dziwne poczucie znajomości.
Nie dlatego, że wcześniej widziałam podobną rzecz. Nie dlatego, że przypominała mi inną współczesną markę.
Jej forma zaprowadziła mnie dużo dalej, do dziecięcych lat i do biżuterii moich babć.
Przypomniał mi się wisiorek jednej z nich. I razem z nim cała estetyka, którą znałam na długo przed tym, zanim zaczęłam świadomie interesować się modą.

Szkatułki z biżuterią. Ozdoby, które dla dziecka mają w sobie coś niemal magicznego. Rzeczy inne niż te noszone na co dzień, bardziej dekoracyjne, wyraziste, czasem trochę tajemnicze.
Do dziś mam po obu babciach wiele pięknej biżuterii. Dzisiaj patrzę na nią również jak na przedmioty, które niosą pamięć. Kiedyś były po prostu częścią ich świata. Później stały się częścią mojego.
I chyba właśnie dlatego ORSKA wydała mi się wtedy tak bliska.
Bo stojąc w muzeum przed współczesną broszką polskiej projektantki, niespodziewanie wróciłam myślami do rzeczy, które oglądałam jako dziecko.
Najciekawsze jest to, że sama Kembali opowiada przecież o zupełnie innym powrocie. Kolekcja wiąże się z ponowną podróżą Anny Orskiej na Bali i pracą z lokalnymi rzemieślnikami, między innymi z wykorzystaniem tradycyjnego ręcznego rzeźbienia drewna. Drewniane elementy później spotkały się z jubilerskim warsztatem ORSKA.
Kembali oznacza „powrót”. Anna Orska wracała na Bali. Ja, patrząc na jej broszkę, wróciłam do dzieciństwa.
I chyba właśnie w tym momencie najlepiej zrozumiałam, co może zrobić dobry przedmiot.
Projektantka nadaje mu formę i pierwszą historię. Ale później trafia on do człowieka i zaczyna uruchamiać kolejne, czasem zupełnie nieprzewidywalne.
Meteoros. Piękno rzeczy, które nie są identyczne
Później ORSKA pojawiła się w moim życiu już nie jako obiekt oglądany na wystawie.
Na 31. urodziny dostałam od męża kolczyki z kolekcji Meteoros.
To jubileuszowa kolekcja przygotowana na 15-lecie marki. Pojawiły się w niej między innymi fragmenty meteorytów Campo del Cielo i Aletai, piryt oraz tektyty.
I właśnie nieregularność lubię w moich kolczykach najbardziej. Każdy jest trochę inny. Mają odmienne powierzchnie, drobne nierówności, własny układ. Są parą, ale nie są swoimi kopiami.
Dla mnie właśnie w tym tkwi ich uroda.

ORSKA nie jest dla mnie marką „do wszystkiego”
I dobrze. Nie każdą kolekcję ORSKA założyłabym sama. Nie każda forma pasuje do mojego stylu i nie każda budzi we mnie równie silną reakcję.
Ale dla mnie to raczej zaleta niż wada.
Marka, która ma własny język, nie powinna za wszelką cenę podobać się każdemu. ORSKA jest dla mnie najmocniejsza wtedy, kiedy widać w niej ciekawość materiału, rzemiosła, miejsca i techniki. Kiedy przedmiot nie zaczyna się od kalkulacji, do ilu stylizacji będzie pasował, ale od pytania, co można z nim zrobić.
To podejście jest mi szczególnie bliskie również dlatego, że sama biżuterii nie traktuję jako ostatniego, grzecznego punktu stylizacji. Czasem zaczynam właśnie od niej. Od dużych kolczyków, które sprawiają, że reszta może być spokojniejsza. Od torebki w zdecydowanym kolorze czy formy, która daje całej stylizacji trochę napięcia.
Nie potrzebuję, żeby każdy dodatek pasował do wszystkiego. Znacznie ciekawsze jest dla mnie pytanie: czy pasuje do mnie?
W przypadku ORSKA odpowiedź przyszła do mnie co najmniej dwa razy. Może właśnie dlatego ta marka tak dobrze pokazuje mi coś, co w biżuterii lubię najbardziej.
Bo dobry dodatek nie zawsze kończy stylizację. Czasem to właśnie od niego wszystko się zaczyna.

